Młoty Charpy’iego a mosty

Od zawsze interesowałem się mostami – ich konstrukcją, budową, planowaniem, jednym słowem wszystkim. Dlatego gdy brat zaoferował mi posadę asystenta inżyniera pilnującego budowy mostów, byłem absolutnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie wiedziałem jeszcze, co będę miał robić, jednak wiedziałem, że będzie to niesamowite przeżycie.

Wakacje z młotem Charpy’iego

młot charpyOkazało się, że będę mniej na budowie, a więcej w warsztacie, jednak nie był to dla mnie wielki problem. Warsztat przypominał trochę laboratorium – wiele maszyn z różnymi licznikami i miernikami, na ścianach pomiary oraz wykresy, naprawdę nie sądziłem, że budowanie mostów wiąże się z taką ilością planowania. Moim zadaniem miało być prowadzenie testów na próbkach – konkretnie testów wytrzymałościowych. Do tego celu służył właśnie młot Charpy. W tym przypadku musiał być użyty na początku, jednak w przypadku zwykłej produkcji mógł być używany zarówno na końcu produkcji, jak i do testów już gotowego produktu. Badane było wszystko – prędkość deformacji, wytrzymałość, koncentracja, odporność na złe warunki i wiele innych. Ja dbałem o to, by pomiar zrobiony był z całą dokładnością, gdyż – jak powiedział inżynier – lepiej jest poświęcić dwa dni na testy niż cztery na poprawki. Dlatego patrzyłem w ekran, robiłem notatki i zmieniałem próbki, gdy uznałem że wykaz jest zadowalający. Szybko się nauczyłem, na co powinienem zwracać uwagę i podobno stałem się bardzo przydatny w pracy inżyniera, któremu asystowałem.

Pochwalę się nawet, że moje badania doprowadziły do zmiany dostawcy prętów stalowych, które nie miały odpowiednich parametrów. Młot Charpy’iego szybko wychwycił ten błąd – ja tylko zgłosiłem wyniki odpowiedniej osobie. Ja się cieszyłem, że mogę być pomocny w budowie czegoś, czym od zawsze się pasjonowałem.